Długa to była przerwa. Na Aldonowe oko nawet zbyt długa i mogłaby się skończyć wraz z wybiciem 26 grudnia. Wtedy może uniknęłaby tego widoku odprasowanych garsonek i bluzek z żabotem oraz śmierdzących naftaliną futer skrywających spocone popiersie dam je noszących – wszak temperatura za oknem noszenia futer nie uzasadnia, o wymiarze moralno-ekologicznym nie wspominając. Fakt jednak tego, co zobaczyła i odzobaczyć nie mogła spowodował rzecz zdawałoby się w przypadku Aldony niemożliwą: odwrót Aldony od mody i zaniechanie wszelkich stylizacyjnych ciągot. Jednym słowem: Aldona nade wszystko przedkładała dres i sneakersy na swą nieco platfusowatą stopę.
Jaki sens ma noszenie tych wszystkich szmat wśród ludzi, którzy i tak tego nie docenią? – myślała Aldona – a zamiast rozmowy o kroju jej sukienki pojawi się pytanie, kiedy wreszcie wyjdzie za mąż. Albo nawet niech już będzie bezmężna, byleby tylko jakiś potomek był… Aldona w święta więc wyluzowała się outfitowo, wsadziła nieco waty do uszu, co by jakiś filtr na rozmowy mieć i nosiła się wygodnie – rzeczy w gumkę w pasie, bluzka z tych raczej niemnących i luźnych, buciki w stylu sportowej elegancji. Była niczym Angelina Jolie – nudna jak olej po śledziach z cebulką, ale co najważniejsze: nikt jej outfitowi nie mógł nic zarzucić.
Aldona Zima zawsze stara się zwracać uwagę na skład ubrań, które nosi, a to z co najmniej kilku powodów:
– ze względów wizualnych: naturalne tkaniny dłużej zachowują dobry wygląd;
– ze względów ekologicznych: przy praniu rzeczy z tworzyw sztucznych odprowadzamy wraz z wodą do środowiska plastyk?
– ze względów bezpieczeństwa: nigdy nie wiadomo, czy Aldona Zima nie będzie uczestnikiem pożaru. Ubrania z tworzyw sztucznych topią się na skórze, a właściwie wtapiają się w skórę powodując dużo bardziej dotkliwe obrażenia;
Oczywiście Aldona w ciemię bita nie jest i ma podejrzenia graniczące z pewnością, że sieciówki robią konsumentów w trąbę obniżając jakość materiałów, a to co piszą na metce nie do końca musi być czystą prawdą, a często jest prawdą nieco naciąganą. Ale co zrobić. Przecież nie pojedzie do Japonii po jajeczka jedwabników i nie zacznie hodowli (chociaż może to wcale nie byłby najgorszy sposób na życie). Póki co jednak Aldona zadowala się rolą recepcjonistki, co ma niestety również przełożenie na jej budżet na ciuchy. Będąc jednak singielką, zamiast na ortodontę dla dziecka czy inne pieluchy, może wydawać na siebie.
Oto, co Aldona nabyła na święta i nowy rok, co przyda się na różne okazje:
1. Asymetryczna spódnica (H&M)
W kolorze oliwkowym, z lyocellu (produkowany z celulozy drzewnej) i jedwabiu. Fajna.

2. Jedwabna bluzka (H&M)
Piszą, że jedwab 100%. Trzeba im wierzyć.

3. Czarna plisowana sukienka z aksamitu (Massimo Dutti)
Poliester 100%, w dodatku czarna, ale skubana skradła serce Aldony. Co było robić.

4. Dzianinowa sukienka z wełną i kaszmirem (Reserved)
Kaszmiru to jest akurat tylko 8%, ale poza tym jest głównie wełna i wiskoza, co czyni ją jednak przyjazną dla otoczenia. No i ta miękkość.

5. Sukienka z nadrukiem imitującym skórę węża (Zara)
Ileż to razy Aldona zarzekała się, że Zarę będzie omijać szerokim łukiem bo to ZUO, ale od czasu do czasu jakiś diabeł ją podkusi. Ech. W dodatku 100% poliester. No ale ładna, co?

6. Krótka spódnica zamszowa (H&M)
Po kilku latach Aldona wraca do mini. Co z tego, że nogi nieco jak parówki (i to bynajmniej nie te wysmukłe setki tylko zwykłe, parówkowato-serdelkowate), ale co tam, ważne że sprawne, do pary i daleko poniosą. Kochajmy się i nogi swoje.

7. Czarne tenisówki z wytłaczanej skóry imitującej skórę węża (Massimo Dutti).
Pasują do wszystkiego, nadają sportowego wyglądu, nie rysują parkietu. Niestety już niedostępne.

Efekt jest taki, że Aldona nie czuła na sobie świdrujących spojrzeń (co ona znów na siebie włożyła), miała więc święty spokój, było jej wygodnie, a co najważniejsze, nie są to kreacje na jedno wyjście. I tylko portfel jęknął…

